Mojżesz – powołanie, lęk i bycie wystarczającym

Autor: Alicja

W piątek 9 stycznia w Centrum Duszpasterstwa Młodzieży odbyło się piąte w tym cyklu Nocne Czuwanie Młodych! Przewodniczył nam o. Radosław Boboń, pijar, który połączył historię Mojżesza z jednym z najczęściej zadawanych sobie przez młodych pytań: „czy jestem wystarczający/a?”.

Mojżesza zna chyba każdy – wielki prorok, ten, który wyprowadził Hebrajczyków z Egiptu i otrzymał dziesięć przykazań…

A czy wiesz, że on też uważał się za niegodnego Boga?

Kiedy Bóg przyszedł do Mojżesza, ten czuł się nieadekwatny do powierzonej mu roli (Wj 3,11). Zadawał Bogu mnóstwo pytań, rozważał każdy możliwy scenariusz…

Brzmi znajomo, prawda?

Wszyscy czasem czujemy lęk. Każdy z nas ma jakieś kompleksy. Kiedy jesteśmy sami ze sobą, nasza głowa często pogarsza nasz stan – wpadamy w pętle bólu i cierpienia, co nierzadko prowadzi do coraz większych problemów, w tym także chorób, takich jak depresja czy stany lękowe. Teraz jest szczególnie ciężko tego uniknąć – w czasach social mediów uzależniamy się od opinii innych ludzi i czujemy się niewystarczający, bo przecież „ten influencer ma takie super życie”, „ta influencerka jest taka piękna”, a już na pewno „wszyscy są lepsi ode mnie”.

Ogólnie rzecz biorąc, jesteśmy wielką kupą nieszczęść i trudności, więc to oczywiste, że Bóg nie wybrał nas do niczego wielkiego i na pewno już nas skreślił… prawda?

NIE! To bzdury! To, co my widzimy jako trudności i problemy, dla Boga nie jest przeszkodą.

Eliasz chciał umrzeć (1 Krl 19,4).

Mojżesz zabił człowieka (Wj 2,11–12).

Jonasz uciekał przed Bogiem (Jon 1,3).

Gedeon miał kompleksy (Sdz 6,15).

Sara była niecierpliwa (Rdz 16).

Noe upił się (Rdz 9,21).

Dawid cudzołożył (2 Sm 11).

Marta była pełna lęku (Łk 10,41).

Jakub był kłamcą (Rdz 27).

Samson upadł przez pożądliwość (Sdz 16).

Tych przykładów jest nieskończenie wiele, ale łączy je jedna ważna rzecz: Bóg pokonuje wszystkie trudności. Nigdy nie jesteśmy zbyt daleko, zbyt zepsuci ani zbyt mali, by do Niego przyjść!

Nie istnieje NIC, co mogłoby oddzielić cię od Boga (Rz 8,38–39). Tylko ty sam decydujesz, czy chcesz do Niego przyjść. On czeka na ciebie!

Przy Bogu nie musisz nikogo udawać – możesz po prostu odpocząć przy Kimś, kto wie o tobie wszystko, a mimo to wybiera cię każdego dnia. Jezus nie tylko umarł, ale i żyje dla ciebie – codziennie cię kocha i chce pomóc ci z tym, co powoduje w tobie lęk.

Słyszysz w głowie głos, który mówi ci, że jesteś niewystarczający/a? Nie słuchaj go. Słuchaj Boga, który mówi, że jesteś cudowny/a (Ps 139,14).

Nasze plany i zmartwienia są niczym przy Bogu, którego plan jest większy i lepszy. On jest przy nas we wszystkich trudnościach i prowadzi nas najlepszą drogą – nie obiecał, że będzie łatwo, ale obiecał, że zawsze będzie przy nas (Wj 3,12).

Ojciec Radek przypominał:

„Będziemy mieli w sobie tyle odwagi, na ile będziemy słuchać Pana Boga”.

Jest tylko jeden sposób, by nasze myśli i lęki nas nie zniszczyły – trzeba mocno trzymać się Boga.

Mojżesz jest do nas bardzo podobny – ma wątpliwości i tonę pytań – ale pokonuje wszelkie trudności, bo potrafi być szczery z Bogiem. Tylko otwierając się w relacji z Panem, mówiąc wprost o swoich problemach, lękach i zmartwieniach, możemy się rozwijać, bo dopiero wtedy Bóg ma przestrzeń, by pokonywać to, co powoduje w nas ból.

Rozmawiajmy z Jezusem jak z przyjacielem (J 15,14–15) – wtedy Jego miłość do nas nabiera sensu. Prawdziwy przyjaciel kocha cię mimo Twojej przeszłości i wad oraz zawsze chce ci pomóc. Taki właśnie jest On.

Czasem po prostu trzeba przyznać: „potrzebuję pomocy, nie dam rady sam/a”. To jest okej. Bóg chce ci pomagać. Czasem przez innych ludzi – przyjaciół, rodzinę, spowiedników, psychologów czy psychiatrów – ale najważniejszy jest ten pierwszy krok: przyznać, że jest ci ciężko i że pragniesz, by Bóg pomógł ci to udźwignąć.

Wiara wymaga wyjścia ze strefy komfortu – trzeba uwierzyć w Boga, Bogu i w to, że jest się wartym Jego miłości.

 Mówiliśmy też o powołaniu – a to temat, który strasznie przeraża młodych.

„Słowo powołanie wzbudza lęk i dystans” – przyznał ojciec Radek.

Dziś bardzo lubimy odkładać wszystko na później: „nie muszę się spieszyć ze ślubem”, „zdecyduję po studiach”, „za pół roku, jak nic się nie zmieni, to o tym pomyślę”… I tak w kółko. Być może nasze pokolenie nie lubi odpowiedzialności, trochę z lenistwa, ale zdecydowanie jest w tym coś więcej – boimy się podejmowania decyzji.

Pewności nie ma nigdy – bo niezależnie od rodzaju powołania (życie w pojedynkę, małżeństwo, kapłaństwo, życie w zakonie), ono nas przerasta. Sami nie jesteśmy w stanie go udźwignąć, potrzebujemy wsparcia Boga, który umacnia nas na tej drodze.

„Pan Bóg przez osła potrafi przemawiać” – tłumaczył ojciec Radek. Nie ma się więc czego bać – my też damy sobie radę, o ile Jezus zawsze będzie na pierwszym miejscu.

Pytań zawsze będzie więcej, więc zamiast analizować i dociekać, może warto po prostu zaufać Bogu? On ma najlepszy argument: „Ja będę z tobą” (Wj 3,12). Trudno z czymś takim dyskutować.

Nasze słabości są niczym w porównaniu z Bogiem, który jest Władcą wszechświata, Stworzycielem wszystkiego, co istnieje, Panem nieba i ziemi, Królem wszystkich królów… Mając takiego Boga po swojej stronie, najlepsze, co możemy zrobić, to odpowiedzieć „fiat” – jak Maryja – i cieszyć się drogą, którą Pan dla nas przygotował.

Ks. bp Grzegorz Suchodolski umocnił świadectwo głoszone przez ojca Radka podczas konferencji, mówiąc: „Nie udawajmy chrześcijan. Nie udawajmy świętych, ale bądźmy sobą i idźmy za Panem”.

Mojżesz nie został powołany, bo było łatwo i od razu wiedział, co ma robić. Został powołany z woli Boga, bo On wiedział, co dla niego i dla ludzi wokół jest najlepsze.

Do czego ciebie powołuje Bóg?

Zamiast najpierw działać, potem myśleć „co jeśli…”, a na końcu modlić się o ratunek – najpierw przemódl swoje powołanie, potem je przemyśl i dopiero wtedy działaj. Zaufaj Bogu, który Cię prowadzi.

Po tej konferencji mieliśmy okazję spędzić czas w gronie młodych, dzielących się wiarą i radością, a następnie adorowaliśmy Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Był to piękny czas refleksji, w którym mogliśmy oddać Bogu nasze lęki, słabości, zmartwienia i niepewność.

Później uczestniczyliśmy we Mszy Świętej, podczas której ks. Radek Piotrowski wygłosił poruszające kazanie. Usłyszeliśmy, że każdy z nas ma coś, do czego nie chce wracać – tak jak Mojżesz wahał się przed powrotem do Egiptu. W naszej przeszłości na pewno jest coś, co nas skrzywdziło i ukształtowało, z czym boimy się zmierzyć. Bóg jednak posyła nas w te miejsca, bo chce leczyć nasze rany. Nie da się iść do przodu, jeśli zostawimy dziurę w sercu.

„Nie bój się wracać, bo nie idziesz sam” – przypomniał ks. Radek.

Czasem lęk, słabości i zmartwienia to za dużo – nie bójmy się wtedy prosić o pomoc Boga i innych ludzi.

Dziękujemy wszystkim zaangażowanym w organizację wydarzenia: muzycznym z zespołu Tu i Teraz, medialnym, kulinarnym, uczestnikom, ks. Radkowi Piotrowskiemu, ks. bp. Grzegorzowi za opiekę i słowo, a przede wszystkim Panu Bogu – za postawienie na naszej drodze tak wspaniałej osoby, jaką jest ojciec Radosław Boboń!

Do zobaczenia w lutym!

Niech Pan Bóg wam wszystkim błogosławi! 

 

tekst: Patrycja Wesołowska
zdjęcia: Julia Władyczuk, Dominik Szydłowski



Zdjęcia pochodzą z serwisu www.freepik.com