Miłość, skrucha, sens, przebaczenie – Dawid

Autor: Alicja

W piątek 13 marca w Centrum Duszpasterstwa Młodzieży odbyło się już siódme w tym cyklu Nocne Czuwanie Młodych! Przewodniczył nam ojciec Michał Legan, paulin, który mówił o powrocie do Boga i znalezieniu sensu życia na przykładzie historii biblijnego Dawida.

Przeglądałeś kiedyś magnesy, na których napisane są cechy charakteru danych osób według ich imion? Ja też.

Imiona mają w sobie pewną „moc” — mówią czasami naprawdę sporo o człowieku. W Biblii ta zasada jest szczególnie ważna — każde imię opowiada historię danej osoby. Tak też było z Dawidem.

Dawid = umiłowany.

Trochę głupie imię jak na chłopaka, który miał siedmiu braci i ojca, który nie bardzo o nim pamiętał.

Tak w sumie ojciec Dawida stwierdził, że on się na zbyt wiele nie nadaje, a jego starsi bracia są silniejsi, lepsi, bardziej „na miejscu”, gdy przyszło wybierać następcę króla. Zapomniał o Dawidzie. No, ojciec roku.

Czasem i my się tak czujemy — jak kolejna osoba w kolejce, zapomnieni, bo wszyscy są lepsi, mądrzejsi, piękniejsi, mają lepiej w życiu… i tak w nieskończoność.

„Może się martwisz, że nikt na Ciebie nie postawi?” — zapytał retorycznie o. Michał.
„Może Twoje życie jest ciągłym zastanawianiem się: «czy mój tata mnie kocha?»” — dodał.

Czasem rodzice zawodzą nas i sprawiają nam cierpienie na całe życie. Możemy się czuć przez nich niekochani, nieszanowani, zaniedbani, zapomnieni, a nawet znienawidzeni. Czasem życie to po prostu ciągła walka ze sobą, żeby im udowodnić, że mamy wartość i że jesteśmy ich powodem do dumy. A oni czasami i tak odwracają się przeciwko nam.

W takich momentach trudno myśleć, że jest się wystarczającym.

A jeszcze trudniej jest myśleć o tym, że „powstaliśmy z miłości”.

Ale taka jest właśnie prawda. Nawet jeśli tego nie widzisz, nawet jeśli rodzina — przede wszystkim rodzice — Cię zawiedli, nawet jeśli nie chcesz w to uwierzyć:

BÓG CIĘ KOCHA. ZOSTAŁEŚ/AŚ STWORZONY/A Z MIŁOŚCI.

Sens naszego życia został zawarty w jednej prostej myśli, która znajduje się na grobie Służebnicy Bożej Chiary Corbelli Petrillo: „W życiu nie jest ważne, aby coś robić, ale by się narodzić i pozwolić się kochać”.

„Istniejesz, by Bóg mógł Ciebie kochać” — przypomniał o. Michał. Bóg właśnie Ciebie zapragnął i potrzebował, by dzielić się z Tobą miłością. Dla Niego jesteś jedyny i niezastąpiony.

Nawet jeśli przez obraz „ojca” w Twoim życiu nie widzisz kogoś, kto się o Ciebie troszczy, to uwierz — On bardzo Cię kocha i Ci kibicuje, byś był szczęśliwy. On zawsze w Ciebie wierzy.

Czyli tak naprawdę wszyscy jesteśmy „Dawidami”, czyli umiłowanymi.

A jak już jesteśmy „Dawidami”, to jesteśmy też oczywiście królami. Jak on.

Czyli co — pora leżakować, żyć za miliony z fajnymi samochodami i jeszcze fajniejszym domem itd.? No, nie za bardzo.

Możemy niby jak Dawid spać do późna, gdy obok nas rozgrywa się wojna, i wpadać w kolejne grzechy, ale to chyba nie o to chodzi w życiu. Dążenie do szeroko rozumianego „dobrostanu” jest niebezpieczne, bo nie jesteśmy zwierzętami, którym wystarczy jedzenie, dach nad głową i jakaś zabawka, by być naprawdę szczęśliwymi.

Jak powiedział o. Michał: „Dobrostan jest dobry dla jamników, ale nie dla człowieka”.

My potrzebujemy czegoś więcej niż wygodne życie. Chciwość nigdy nie pozwoli nam być szczęśliwymi. Jak ostrzega Jezus (Łk 6,24): „Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą”. To znaczy, że człowiek pokładający swoje nadzieje w wygodzie, nigdy tak naprawdę nie będzie szczęśliwy. Materializm się po prostu nie sprawdza — i oddala nas od Boga.

Zbyt często mylimy przyjemność ze szczęściem.

Przyjemność trwa chwilę, ale ostatecznie nie daje zaspokojenia.

Szczęście nigdy się nie kończy i napełnia nas.

Ale do tego jeszcze wrócimy.

Mówiąc o byciu „Dawidami”, trzeba umieć powiedzieć, że „prawdziwe królowanie to miłość” (o. Michał). To miłość pozwala nam być odpowiedzialnymi za siebie, za innych oraz za naszą relację z Panem.

Okej, czyli królami nie jesteśmy najlepszymi. Ale Dawid był także pasterzem, więc może w tym pójdzie nam lepiej? To przecież chyba nie takie trudne.

A jednak.

Pasterz to ktoś, kto martwi się bardziej o swoje owce niż o siebie. To ktoś gotowy zaryzykować swoim życiem w obronie tych, za których jest odpowiedzialny. Dawid np. walczył z wilkami i niedźwiedziami.

A za co Ty jesteś gotowy ryzykować swoje życie?

Za co byś żył?

Dzisiejszy świat uczy: „Nie warto o nic walczyć. Nie martw się o przyjaciół — znajdziesz nowych. Nie martw się o drugą połówkę — przecież przyjdzie ktoś kolejny. Nie przejmuj się poznawaniem świata, bo tylko zmarnujesz swój czas. Nie walcz o siebie, bo i tak jesteś tu tylko przez chwilę”.

To wszystko GŁUPOTY.

Świat błędnie nas uczy. Ale to żadne zaskoczenie, skoro rządzi nim szatan (J 12,31).

Czy życie w ogóle byłoby warte przeżycia, gdybyśmy nie chcieli walczyć o swoje serce, swoje szczęście i o coś, co daje nam poczucie sensu?

Ulegając takim „duchowym śmieciom” — jak nazwał je o. Michał — często gubimy szczęście, nasze wartości, a co najgorsze, zaczynamy myśleć, że Bóg przestaje dawać nam pełnię radości — bo dążymy do łatwego, a nie dobrego życia. A pójście za Jezusem nigdy nie jest łatwe. Wiara, która jest lekka i łatwa, nie jest prawdziwa, bo żeby uwierzyć, musi nas to coś kosztować.

Jeśli poznałeś Jezusa i Twoje życie się nie zmieniło, tak naprawdę Go nie poznałeś. Jezus zawsze zmienia i leczy tych, którzy do Niego przychodzą.

Bóg jest wspaniałym Pasterzem. Pomyśl: skoro Dawid ryzykował życie dla swoich owiec, jak wiele więcej robi Bóg, walcząc o każdego i każdą z nas?

Przeczytaj Psalm 23, a wtedy zrozumiesz, jak bardzo On się o Ciebie troszczy.

Bycie pasterzem to znaczy żyć i oddawać to życie za coś, co jest tego warte.

Spoko, czyli ani królami, ani pasterzami nie jesteśmy zbyt dobrymi. Może chociaż namaszczonymi, powołanymi jesteśmy przyzwoitymi? W końcu jakoś musimy być tymi „Dawidami”.

Bóg wysyła do nas licznych proroków, którzy mają zobaczyć w nas nasz potencjał i dobrze nas pokierować.

On powołuje każdego człowieka, niezależnie od wieku, płci, zarobków, sytuacji rodzinnej czy przeszłości. To nie naszymi własnymi siłami zyskujemy zwycięstwo w naszym powołaniu — mamy je, bo Bóg jest przy nas.

„Bóg jest z Tobą. Nigdy Cię nie opuści” — przypomniał o. Michał.

Nawet gdy przytłacza Cię świat i Twoje myśli, a zwłaszcza gdy czujesz się samotny i porzucony, pamiętaj, że Pan jest z Tobą. Chrzest naznaczył nas wszystkich niezmywalnym znakiem imienia Boga. Już zawsze będziemy Jego dziećmi. A w sakramencie bierzmowania Pan przypomina nam, że wszyscy jesteśmy powołani do wielkich rzeczy, wielkich bitew i wielkiego zwycięstwa.

„Jezusa wystawiono na przegraną, a zwyciężył” — mówił o. Michał. — „Jeśli idziesz w Jego imię, ty też zwyciężysz”.

Najlepszym prorokiem, czyli drogowskazem, jest Słowo Boże. To ono wyrywa nas z codzienności i pokazuje nam więcej, niż świat kiedykolwiek będzie w stanie zaoferować. Czytając je, poznajemy siebie i zbliżamy się do Boga. Wtedy możemy odkrywać, do czego tak naprawdę jesteśmy powołani.

„Czy chciałbyś być kimś, kto jest powołany do czegoś tak wielkiego, że warto oddać za to wszystko?” — pytał dalej ojciec.

Spoiler: już jesteś.

Ale do tego też jeszcze wrócimy.

Dobrze, dobrze. Jak nie jesteśmy królami, pasterzami ani „idealnymi” wybranymi, to może chociaż nadajemy się na wojowników?

Na Dawida włożono cudzą zbroję. Gdyby w niej walczył, pewnie by przegrał. Wygrał dzięki temu, że był sobą.

Czy Ty tak potrafisz?

Może ktoś inny wybierał za Ciebie i mówił Ci, jaki jesteś, co czujesz, kim powinieneś być?

Czy myślisz, że idąc w cudzej zbroi — pod presją cudzych oczekiwań — możesz wygrać?

Dawid nie zyskałby nic, wybierając udawanie kogoś, kim nie był. Ty też, udając kogoś innego, nie zbliżysz się do Boga, nie będziesz szczęśliwy, nie sprawisz, że tata albo mama będą dumni.

Jak później dodał ks. bp Grzegorz Suchodolski: „Najbardziej zniewoleni jesteśmy wtedy, kiedy nie jesteśmy sobą”.

Trzeba więc nauczyć się budować swoją tożsamość na Jezusie i iść dalej — nie okłamując świata, ale będąc sobą.

Świetnie, czyli nie król, nie pasterz, nie „idealny” wybrany, nie wojownik… Kiepsko nam idzie bycie tymi „Dawidami”. Może chociaż historia grzesznika, który wraca do Boga, będzie prostsza?

Dawid potrafił wrócić do Pana, bo żałował i wiedział, że On się od niego nie odwróci.

Często czujemy się niegodni, niewystarczający, a może po prostu zbyt źli, by Bóg nam wybaczył. Ale On słucha naszych modlitw nawet wtedy, gdy robimy coś złego. Widzi nasze wołanie do Niego w każdej łzie i każdej próbie powrotu do Domu.

W Biblii jest napisane: „(…) On bowiem jest dobry dla niewdzięcznych i złych” (Łk 6,35). Ten fragment może wydać się dziwny, bo czemu Bóg miałby być dobry dla złych ludzi? Ale prawda ukryta w nim jest o wiele głębsza:

Bóg kocha nas i troszczy się o nas niezależnie od tego, jakie są nasze uczynki. Nic, co robimy, nie sprawi, że On przestanie nas kochać i być dla nas dobry.

„Jezusa grzech człowieka nie fascynuje. Nasze grzechy nie zasłaniają Bogu prawdy o nas” — mówił o. Michał.

Jesteśmy kimś więcej niż nasze grzechy. To szatan umniejsza nam i mówi, że nie mamy wartości. Bóg zaś pokazuje, że kocha nawet najgorszego grzesznika.

Żeby opowiedzieć historię o Miłosiernym Ojcu, potrzeba historii syna marnotrawnego — z naszego bólu, niezagojonych ran i upadków Bóg potrafi zbudować piękne świadectwo człowieka, który mimo wszystko oddał Mu wszystko i zaufał.

Za każdym razem, gdy dotykamy dna, módlmy się. On spotyka nas tam, gdzie jesteśmy.

Jak mówił o. Michał: „Gdy potrzebujesz światła w ciemności, spoglądaj na Jezusa”. On może Ci pomóc ze wszystkim. W Nim jest nadzieja.

Niesiemy w sercu najróżniejsze rany: śmierć, porzucenie, zawód, uzależnienie, problemy z wiarą…

O. Michał zachęcał nas, byśmy myśląc o swoich ranach, pomyśleli o pięciu ranach Jezusa — po zmartwychwstaniu nie zniknęły, ale stały się świadectwem zbawienia.

Super, czyli nie król, pasterz itd.… To co mi jeszcze pozostało, żeby być „Dawidem”?

Historia Dawida jest wyjątkowa, bo mówi więcej o Bogu niż o samym Dawidzie.

Może najważniejszą myślą w Twoim życiu będzie: „Panie, pragnę, by historia mojego życia mówiła więcej o Tobie niż o mnie samym”.

Ale skończmy już to porównywanie. Jak mówił o. Michał: „Nie warto porównywać swojej wiary do wiary drugiego człowieka”. Nigdy nie będziemy jak Dawid. I to jest okej. I tak jesteśmy „Dawidami” — Bóg i tak nas kocha.

Właśnie On jest odpowiedzią na wszystkie pytania.

Kto zawsze jest po Twojej stronie? Bóg.

W czym, a raczej w Kim, jest prawdziwe szczęście? W Bogu.

Za co, a raczej za Kogo, warto umierać i dla Kogo warto żyć? Dla Boga.

Do czego jesteś powołany? Do świętości — czyli bliskości z Bogiem.

Przy Kim możesz być sobą? Przy Bogu.

Kto NIGDY nie żałował, że istniejesz — nawet pomimo Twoich decyzji? Bóg.

Kto chce Ci pomóc znaleźć spokój i uzdrowienie? Bóg.

Powtórzmy to jeszcze raz: BÓG CIĘ KOCHA. ZOSTAŁEŚ/AŚ STWORZONY/A Z MIŁOŚCI.

Po cudownej konferencji i słowach ks. bp. Grzegorza mieliśmy czas wolny, a następnie adorowaliśmy Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie.

Potem uczestniczyliśmy w Mszy Świętej, podczas której ks. Krystian wygłosił niesamowite kazanie (a niełatwo przykuć uwagę młodzieży o 1 w nocy!).

Ks. Krystian mówił nam o tym, że czasem jesteśmy jak faryzeusz, który chce nagrody za swoją religijność, a czasem jesteśmy skruszonym, płaczącym celnikiem. Ale prawda jest taka, że naśladując Dawida, powinniśmy częściej czuć skruchę. Celnik prosił o Boże miłosierdzie — znał swój grzech i przyznawał się przed Panem, dzięki czemu On mógł go uzdrowić.

„Jest coś większego niż Twój grzech. To darmowa miłość Boża” — mówił ks. Krystian.

Nie zasługujemy na Jego miłość, a On i tak zawsze nas kocha i troszczy się o nas. Jak prorok Ozeasz, który ciągle przebaczał swojej żonie, mimo że dopuszczała się nierządu — tak samo Bóg ciągle przebacza nam nasze grzechy.

Ks. Krystian zadał nam trafne pytanie do rozważenia: kochasz Jezusa czy wykorzystujesz Jego miłość?

Bo prawda jest taka, że „To, co przemienia serce człowieka, to miłość” (ks. Krystian).

Dziękujemy wszystkim zaangażowanym w organizację wydarzenia: muzycznym z zespołu Tu i Teraz, medialnym, kulinarnym, uczestnikom, księżom, a szczególnie: ks. Krystianowi, ks. Radkowi Piotrowskiemu, ks. bp. Grzegorzowi, a przede wszystkim Panu Bogu — za postawienie przed nami tak wspaniałego, mądrego i charyzmatycznego człowieka jak o. Michał Legan!

Do zobaczenia w kwietniu!

Niech Bóg wam wszystkim błogosławi!

tekst: Patrycja Wesołowska
zdjęcia: Julia Władyczuk i Dominik Szydłowski



Zdjęcia pochodzą z serwisu www.freepik.com