Drugi człowiek czy wygodne życie? - s. Judyta Pudełko i Estera

Autor: Alicja

W piątek 10 kwietnia w Centrum Duszpasterstwa Młodzieży odbyło się ósme w tym cyklu Nocne Czuwanie Młodych! Przewodniczyła nam s. Judyta Pudełko ze Zgromadzenia Sióstr Uczennic Boskiego Mistrza PDDM, będąca doktorką teologii, wykładowczynią Pisma Świętego, autorką licznych książek o wierze i bloga „Biblia w Pudełku”. S. Judyta opowiedziała nam o pomocy innym na przykładzie biblijnej Estery.

Wszyscy spotykamy się z niesprawiedliwością. Tak po prostu jest. Światem rządzi diabeł i rozdaje swoją władzę, komu chce (Łk 4, 5–7).

Od początku istnienia grzechu świat nie jest sprawiedliwy — grzesznicy bawią się i mają mnóstwo pieniędzy, a dobrzy ludzie żyją z miesiąca na miesiąc; ludzie, którzy nie chcą mieć dzieci, zachodzą w ciążę, a starające się od wielu lat kochające małżeństwa nie mogą; na studia dostają się ci ze znajomościami, a nie zawsze ci, którzy ciężko na to pracowali… I takich przykładów są miliony.

Można więc zapytać — dlaczego Bóg, który jest sprawiedliwy (Ps 11,7), pozwala, by istniała niesprawiedliwość?

Ale do tego jeszcze wrócimy.

Najpierw historia Estery.

W starożytnej Persji, wielkim imperium na dzisiejszym Bliskim Wschodzie, panował Aswerus (Kserkses I). Miał żonę — Waszti.

Waszti jednak — w czasach, gdy opinia kobiety nie miała żadnego znaczenia — sprzeciwiła się woli męża i powiedziała stanowcze „nie” pójściu z nim na ucztę.

To ważne. Już na początku widzimy, że ta księga mówi o kobietach, które mają odwagę nie tylko być ciche i posłuszne, ale też wiedzą, kiedy być stanowcze i działać.

Król nie był zachwycony — i oddalił żonę.

Potrzebował więc nowej.

Zaprosił wszystkie kobiety na coś w rodzaju „castingu na królową”.

Pojawiła się tam także Estera — sierota, adoptowana przez wuja, żyjąca w obcej ziemi, a do tego Żydówka. Prosta, młoda dziewczyna. Niewiele ją wyróżniało… oprócz urody.

Bo została „Miss Persji”.

Ale do tego zaraz wrócimy.

Kandydatki mogły poprosić o wszystko — suknie, kosmetyki, olejki… Estera, mając dostęp do wszystkich dóbr materialnych, wybrała… nic.

Chciała zrobić na królu wrażenie, będąc po prostu sobą.

To trochę przypomina słowa z Łk 6, 20–24. Jezus mówi tam, że błogosławieni są ubodzy, a biada bogatym. Trudno to zrozumieć bez kontekstu, ale chodzi o jedno — prawdziwe szczęście nie bierze się z rzeczy, tylko z bycia „głodnym Boga” i z uznania, że sami nie jesteśmy w stanie zaspokoić wszystkich swoich potrzeb.

Bo wszyscy potrzebujemy Jezusa — czy chcemy to przyjąć, czy nie.

Wracając do Estery…

Czasami próbujemy zrobić na innych wrażenie wyglądem albo tym, co mamy. Ale prawda jest taka, że najbardziej przyciąga to, czego nie da się kupić — nasze serce i wewnętrzna siła.

Nie wszyscy muszą nas lubić. I dobrze (Łk 6,22;26). Gdyby wszyscy nas lubili, oznaczałoby to, że nie żyjemy świadcząc o Prawdzie (Bogu), tylko próbujemy wszystkich zadowolić (spojler: nie da się).

Jest tylko Jedna Osoba, której opinia naprawdę powinna nas interesować — Jezus.

Jeśli Bóg jest wszystkim, co masz, to masz wszystko, czego potrzebujesz.

Estera miała w sobie tę siłę — i (nie oszukujmy się) też urodę — które sprawiły, że przyciągnęła uwagę Aswerusa. Została królową Persji.

Jako młoda dziewczyna, a zarazem królowa, zaczynała odkrywać, co nosi w swoim sercu.

„Co kryje moje serce?” — pytała nas s. Judyta.

Podkreślała, że młodość to czas odkrywania: talentów, marzeń, powołania. Moment, w którym zaczynamy widzieć, że „każdy człowiek to zupełnie inny świat”.

Ale życie nie kończy się na weselu.

To nie bajka z zakończeniem „i żyli długo i szczęśliwie”.

Problemy ludzi z Biblii są bardzo podobne do naszych codziennych problemów. A bajkowe małżeństwo? No cóż — to naprawdę cud.

W małżeństwie Estery burzę wywołał Haman — najwyższy dostojnik Persji.

Czyli… kolega męża.

I wszystko jasne.

Czyli problemem od zarania dziejów są koledzy.

Nie no, żartuję (poprawność polityczna).

Haman był człowiekiem pochłoniętym żądzą władzy. Chciał, żeby wszyscy oddawali mu pokłon. Wuj Estery odmówił. Przez to Haman zastosował tzw. zemstę zwielokrotnioną.

Zemsta zwielokrotniona to mechanizm, którym — tak jak wtedy i dzisiaj — kierują się władcy tego świata. Jest to system, według którego za coś minimalnego — jak niepokłonienie się Hamanowi — można ukarać na o wiele większą skalę — Haman zaproponował eksterminację wszystkich Żydów w Persji.

Ewidentnie miał problem z kruchym ego.

I teraz Estera — młoda królowa — ma uratować cały naród.

Ma powiedzieć mężowi (który ostatnio pozbył się żony za jedno „nie”), że się myli. Ma zaryzykować swoją pozycję. Ma zaryzykować swoje życie. Ma przekonać męża, że to ona — a nie jego kolega — ma rację.

Szanse? Mniejsze niż zero.

My zwykle mamy w życiu łatwiej niż Estera… ale nadal „stanąć w obronie drugiego nie jest rzeczą prostą” (s. Judyta).

Mimo że zazwyczaj wiemy, co mamy zrobić, to ryzyko, że przestaniemy być lubiani, że będą dziwnie na nas patrzeć czy wręcz, że my też staniemy się nowym celem, jest przerażające.

Ciężko stawać naprzeciw świata i świadczyć o Bogu i szacunku do KAŻDEGO człowieka bez bania się. I wiesz co?

„Estera potwornie się boi” — mówi s. Judyta.

I to jest ważne.

To nie brak strachu czyni nas zdolnymi do dobra. Strach niczego nam nie odbiera.

Nawet Estera się bała. A mimo to działała.

Warto też rozróżnić dwie rzeczy: strach i lęk.

Strach — kiedy istnieje realne zagrożenie. To zdrowa reakcja organizmu.

Lęk — kiedy zagrożenia nie ma, ale nasza głowa je tworzy.

I Bóg w Biblii nie mówi: „Słuchaj, nie miej w sobie żadnego strachu, wszystko rób bez pomyślunku, stworzyłem cię z biologicznym błędem, sorka”.

Bóg mówi ponad 300 razy: „Nie lękaj się”.

Czyli: nie pozwól, żeby twoje myśli cię zjadły. To, co masz w głowie — pytania, chaos, lęki — nie jest poza Moją kontrolą. Dasz radę. Ze Mną.

Tylko… jak otworzyć się na Jego pomoc?

S. Judyta mówiła, że tylko otwierając się na moc Boga, możemy sobie poradzić — a otwieramy się na Niego w rozmowie, w modlitwie.

„Estera staje się dla nas nauczycielką modlitwy” — s. Judyta.

Ona modli się, gdy robi się ciężko. Zaprasza Boga w swoje problemy. Nie wierzy w to, że „Boga to nie interesuje, bo to mało istotne” albo „nie zasługuję, by się żalić”. Po prostu otwiera przed Nim serce.

Przypomina sobie wszystko, co o Nim wie — a to daje jej siłę.

Często przefiltrowujemy Jezusa przez nasze wymagania i relacje z ludźmi. Myślimy: „nikt nie może wybaczyć tyle razy”, „tylko Go o coś proszę, a nigdy nie dziękuję, na pewno ma mnie dość”, „mój tata się mną nie interesował, to skoro On też jest Ojcem, to też się nie interesuje”… i wiele innych, BŁĘDNYCH wizji Boga przez pryzmat niedoskonałych ludzi, którzy nas zawiedli.

A Estera przypomina sobie to, czego nauczyło ją Pismo Święte o Bogu. Nie przez pryzmat ludzi. Nie przez swoje ograniczenia. Patrzy na Boga przez to, co zostało jej ukazane w Biblii.

Gdy my tak spojrzymy na Niego przez te same słowa, zobaczymy Kogoś, kto nas kocha, pomaga mimo wszystko, ma niekończące się miłosierdzie, jest sprawiedliwy, jest blisko nas i obecny w naszym życiu, jest przyjacielem… Oddaje za nas Swoje życie.

Estera w trakcie modlitwy myśli też o błędach tych, którzy odwrócili się od Boga.

„Modlitwa jest tą przestrzenią, w której mogę odkrywać swoje błędy” — s. Judyta.

Jeśli udajemy przed Jezusem kogoś, kim nie jesteśmy, jak On ma nam pomóc?

Trzeba umieć przed Nim przyznać się do błędów, lęku, strachu, wątpliwości — On chce Ciebie, a nie wymyślonego ideału.

Estera pozwala więc Bogu działać przez siebie. Pozwala, by Bóg „przebrał się” za nią i ocalił naród wybrany.

Tak samo jak Bóg zdziałał cuda — ocalił Żydów i sprawił, że Aswerus przyznał rację żonie, a nie koledze — w historii Estery, tak i dziś On chce „przebierać się za nas” i czynić cuda naszymi rękami!

A pole do obrony wiary i drugiego człowieka mamy ogromne — szczególnie w social mediach. A umówmy się, walka o Prawdę w komentarzach na Instagramie potrafi być walką na śmierć i życie.

Dając Bogu działać, wiemy, że jesteśmy w dobrych rękach.

Haman został ukarany, a Żydzi ocaleni. „I żyli długo i szczęśliwie”.

Po konferencji mieliśmy chwilę czasu wolnego na integrację z młodzieżą. Następnie adorowaliśmy Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie.

Później uczestniczyliśmy we Mszy Świętej, podczas której ks. Radek wygłosił niesamowite kazanie. Usłyszeliśmy w nim, jak Jezus przychodzi do uczniów po zmartwychwstaniu. Mimo to realia okrutnej śmierci Pana sprawiają, że uczniowie nie mogą uwierzyć w zmartwychwstanie i mają wątpliwości, są zagubieni. Jezus jednak „(...) potrafi rozmiłować w Sobie najbardziej zagubione osoby” (ks. Radek). Uczniowie mający wątpliwości co do zmartwychwstania zostają wysłani w świat, by głosić Ewangelię. Tak samo Bóg działa w stosunku do nas: „Nawet jeśli nie czujesz się gotowy, Jezus nie rezygnuje z ciebie” (ks. Radek). Nasz strach, lęk, błędy czy wątpliwości nie zatrzymują Boga przed powoływaniem nas do czynienia dobra i głoszenia Ewangelii, chociażby miało to kosztować nas życie.

Więc, po co sprawiedliwy Bóg pozwala na niesprawiedliwość?

Chce, żebyś Ty pozwolił Mu przez siebie działać i żyć prawem Miłości.

Dziękujemy wszystkim zaangażowanym w organizację wydarzenia: muzycznym z zespołu Tu i Teraz, medialnym, kulinarnym, uczestnikom, księżom posługującym w konfesjonałach i przy ołtarzu, ks. Radkowi Piotrowskiemu, a przede wszystkim Panu Bogu — za postawienie przed nami tak mądrej i charyzmatycznej osoby jak s. Judyta Pudełko!

Dziękujemy wam wszystkim, że uczestniczyliście w NCM-ie z nami!

Do zobaczenia w maju i Alleluja — Jezus zmartwychwstał!

Niech Bóg wam wszystkim błogosławi!

 

tekst: Patrycja Wesołowska



Zdjęcia pochodzą z serwisu www.freepik.com